“Słodkie” lenistwo

imageNie da się ukryć, że znowu udało mi się opuścić jeśli chodzi o pisanie, tym razem o cały miesiąc. Są oczywiście ku temu powody—okres świąteczno-noworoczny spędzony z dala od komputera, powolne wybudzanie się z urlopowej rzeczywistości, no i wreszcie rzucenie się w wir wszelkich spraw mieszkaniowo-budowlanych.

Tak naprawdę zauważyłam, że takie przerwy są powszechne jeśli chodzi o początki pisania bloga, potem jest różnie: albo już tak zostaje i w końcu blog znika, albo wypracowuje się system dodawania postów, rozkład jazdy dopasowany do trybu życia. Wolałabym oczywiście tę drugą opcję.

Oczywiście, tym razem trochę się rozgrzeszam. Ale prawdę mówiąc, takie odkładanie pisania w nieskończoność skłoniło mnie do zastanowienia nad szeroko pojętym lenistwem.

Zauważyłam, że kiedy zafascynuje mnie coś nowego, większość swojego czasu skupiam tylko i wyłącznie na tym, bardzo się angażuję i wydaje mi się, że znalazłam swoje powołanie. Przypuszczam, że większość osób tak ma. Chociaż może nie każda osoba wytrwa w takim stanie ledwie tydzień…

Rzecz nie w tym, że tak szybko tracę zainteresowanie daną sprawą. Problem tkwi w lenistwie. Ach, słodkie lenistwo! Przyjemnie jest się wyspać, zjeść późne śniadanie i spędzić cały dzień robiąc wszystko, na co nie ma czasu w ciągu tygodnia—do tego w piżamie. Ale co innego jeśli nasze leniuchowanie sprowadza się do tego, że bezproduktywnie marnujemy czas przed komputerem (to, niestety zbyt często, ja).

Niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że bardzo ciężko jest mi się skoncentrować na przeczytaniu dłuższego tekstu, który nie jest informacyjną papką. Okropna sprawa. Ale jeszcze gorsze jest to, że powoli uświadamiam sobie, że ten zanik koncentracji nie dotyczy tylko jednej dziedziny, przeciwnie—mam wrażenie, że nie potrafię się skupić na niczym dłużej niż przez kilka chwil i tak zaczynam czytać artykuł, po to, żeby przypomnieć sobie, że miałam spojrzeć na pewnego bloga, bo widziałam, że pojawił się nowy wpis, a może kiedy wczytują się zdjęcia spojrzę co nowego na Instagramie? A nie, sprawdzałam przed chwilą, to może Twitter? W międzyczasie odpalam kolejną i kolejną stronę, zapominam całkowicie o artykule, który zaczęłam czytać, a kiedy po pół godziny chcę do niego wrócić jestem już zmęczona czytaniem tych wszystkich bzdur, więc biorę się za pisanie, do którego jednak potrzeba skupienia, a ktoś mi gada nad uchem, to może trochę poszydełkuję…

Przyczyny? Nadmiar rzeczy, które chciałoby się zrobić, przy jednoczesnej konieczności odbębnienia ośmiu godzin w pracy, po której jest się tak intelektualnie wycieńczonym, że nie ma się ochoty na nic. Ten chroniczny brak czasu jest niby brakiem pozornym, bo przecież po powrocie do domu mam jeszcze przynajmniej 5 godzin na to, żeby zająć się tym, co faktycznie chciałabym robić. Ale jakoś nie potrafię. Moja obecna praca niemal całkowicie odbiera mi siły witalne i entuzjazm. Moment, kiedy mogę sobie pozwolić na to, żeby się zrelaksować w sposób bardziej zaangażowany niż oglądanie obrazków w sieci to weekend i tego weekendu bronię jak niepodległości. Kończy się tym, że zmieniam się w takiego zbieracza wolnego czasu; zbieram go i oszczędzam tak bardzo, że leży i się kurzy.

No dobrze, ale skoro już mam ten weekend dlaczego nie potrafię “wziąć się” i czegoś konkretnego zrobić? Ano właśnie. Tu mamy kolejną przyczynę tego mojego lenistwa. Współczesny świat zalewa nas informacjami—co i rusz dostajemy “notyfikacje” o takich czy innych poczynaniach naszych znajomych, kolejne “apdejty”, “niusy”… A ze względu na ilość, wszystko podane w pigułce, w 140 słowach, łatwe do przełknięcia. Najczęściej w formie papki. I jak tu się zabrać za coś, co wymaga poświęcenia olbrzymiej ilości wolnego czasu i koncentracji?

Nie zrozumcie mnie źle—to nie tak, że kisnę cały dzień na kanapie i patrzę w obrazki. (Ok, może faktycznie nie ruszyłam się z miejsca przez ostatnie dwie godziny, ale spał na mnie kot. A kot ma swoje prawa.) Oczywiście, że zdarza mi się zrobić coś kreatywnego, czy poświęcić kilka godzin na czytanie dobrej książki. Boli mnie jednak to, że przez większość czasu jestem zbyt zdekoncentrowana i zmęczona, żeby spędzić swój dzień produktywnie. Cała moja energia gdzieś ucieka podczas ośmiogodzinnego dnia pracy, pracy, która mnie ani nie fascynuje ani nawet nie satysfakcjonuje. Chociaż to już raczej temat na osobny post.

Jeśli mam jakieś noworoczne postanowienia to właśnie to jedno: wyrwać się z tej bezczynności i otumanienia. Zobaczymy jak mi pójdzie.

Jeden komentarz do ““Słodkie” lenistwo

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *