Ta brzydka, szara Łódź?

306A0733

 2 grudnia 2013, wschód słońca nad dzielnicą Śródmieście

Dzisiaj spotkałam się z kolegą, który jakiś czas temu przeprowadził się do Warszawy. Stwierdził, że Łódź jest bez życia, że jest tu mało ludzi i nic się nie dzieje. Nie winię go za to, bo skoro jest rodowitym Łodzianinem to we krwi ma narzekanie, a jeśli mieszka w Warszawie to niejako zmuszony jest porównywać oba miasta, z niekorzyścią dla Łodzi, rzecz jasna (Warszawa ma chyba jakiś kompleks Łodzi). A już jako Polak rozumie się samo przez się, że uważa ten “polski Manchester”, to “polskie Detroit” za szare, brudne i nieciekawe, gdzie biją i kradną.

Szczerze mówiąc, jeśli miałabym porównać to miasto do jakiegokolwiek innego, pierwszy przychodzi mi na myśl Berlin. Tak jak Berlin, Łódź to nie jest miasto, które jest dla wszystkich. To nie jest miasto, które nęci turystyczną otoczką, lodami na patyku i tandetnymi pamiątkami. Jeśli chcesz kupić pamiątkę z Łodzi to będzie to gadżet zaprojektowany przez studentów z Wydziału Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej albo inspirowana czasami PRL-u koszulka. Jeśli chcesz przejść się na spacer, przespacerujesz ładnych parę kilometrów jedną z najdłuższych ulic handlowych w Europie. Jeśli chcesz zobaczyć sztukę, masz ją bezpośrednio na ulicy. Przyjedź do Łodzi w dowolny weekend października, na pewno trafisz na jakiś festiwal (mody, designu czy światła… i wiele innych). Jeśli Twoim ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu jest siedzenie przed telewizorem, czy naprawdę tak wielkie znaczenie ma to, czy w danym mieście jest wielki zamek albo rzeka?

Łódź ma wiele do zaoferowania, ale ma olbrzymie kompleksy. Najgorsze jest to, że w czołówce opluwaczy są mieszkańcy tego miasta. Bo nie ma rzeki, bo nie ma prawdziwego rynku, bo nie jest takie ładne i nie ma tylu zabytków… Bo nie jest takie, jak inne miasta. Ale wiecie co? Moim zdaniem to dobrze, że Łódź nie jest taka, jak inne miasta. Wyróżnia się. Nie bez powodu zwą ją hipsterem miast. O takiej Łodzi – wartej poznania – jeszcze nie raz tu napiszę.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *