Problem z prezentami

IMG_1044Zauważyłam, że przełom listopada i grudnia to ten moment, kiedy zaczynają pojawiać się z początku nieśmiałe, potem nieco bardziej natarczywe pytania: “Co chcesz dostać na Święta?”

A ja w tym roku mam problem. Tak, jak jeszcze parę lat temu byłabym w stanie wymyślić masę drobiazgów (albo i nie drobiazgów), które “koniecznie muszę mieć”, tak teraz mam taki przesyt przedmiotów, że ciężko jest mi wymienić choćby jedną rzecz, którą “chcę”. Z drugiej strony wiem, że jeśli czegoś nie wymyślę, mogę zostać zasypana stertą bezużytecznego badziewia.

Wydaje mi się, że kłopot z prezentami jest spowodowany dwoma rzeczami. Po pierwsze, błędnym założeniem, że są konkretne produkty, które mogą być prezentami  i nie wliczają się do nich takie błahostki jak np. dezodorant czy skarpetki. Jasne, przyjemniej dostać prezent dobrany pod nasze gusta, ale z drugiej strony to, że uwielbiam książki nie oznacza, że chcę dostać dowolne tomiszcze akurat znajdujące się na liście bestsellerów Empiku – potem tylko zbiera kurz na półce, bo i tak czytam to, co sama sobie wybrałam. Po drugie, często myślimy “ale przecież ja nic nie potrzebuję” – jest to przypadłość, która przy każdej prezentowej okazji dopada mojego tatę. No i jeszcze to: “wszystko, co mi się podoba, jest za drogie” – tekst, który niedawno usłyszałam w swojej rodzinie. I jak z tego wybrnąć?

Jest kilka rzeczy, które planuję w najbliższym czasie kupić, ale ze względu na np. cenę nie rozpatruję ich w kategorii prezentów.  Jeśli nie “chcieć”, to “potrzebować” – robię szybki rachunek sumienia i zastanawiam się co jest mi faktycznie potrzebne. Rzeczy się zużywają: przydałaby mi się nowa prostownica i suszarka, obie się przegrzewają. Ostatnio zafascynował mnie temat alternatywnych metod parzenia kawy; przydadzą mi się różne akcesoria. Na dworze coraz zimniej: może rajstopy (najlepiej polarowe). Zakolanówki wełniane. Coś się znajdzie. Czy rzeczywiście zdarzają się sytuacje, kiedy naprawdę niczego nie potrzebujemy?

Być może. A ponieważ sama coraz mniej przychylnym okiem patrzę na absurdalne prezenty w stylu ozdobnych tureckich kindżałów (rodzinny autentyk) rozgrzeszam wszystkich, którzy w ramach prezentów chcą zaoferować słodycze, kawę, herbatę czy alkohol. Przede wszystkim siebie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *